Świat Chrystusa. Tom 2 - Wojciech Roszkowski - oprawa twarda

  • Świat Chrystusa. Tom 2 - Wojciech Roszkowski - oprawa twarda
  • Świat Chrystusa. Tom 2 - Wojciech Roszkowski - oprawa twarda
Producent: Biały Kruk
Kod produktu: 9788375532227
Wydawnictwo: Biały Kruk
82,95 zł
82,95 zł
/ szt.
Dodaj do obserwowanych

Łatwy zwrot towaru

Kupuj i sprawdź spokojnie w domu. W ciągu 14 dni możesz zwrócić ten towar bez podania przyczyny.
Pokaż szczegóły
14 dni na zwrot
Najważniejsza jest Twoja satysfakcja z zakupów. Zamówione u nas produkty możesz zwrócić w ciągu 14 dni bez podania przyczyny.
Bez stresu i obaw
Dzięki integracji naszego sklepu z tanimi zwrotami Poczty Polskiej kupujesz bez stresu i obaw, że zwrot zakupionego towaru będzie problematyczny.
Prosty kreator zwrotów
Wszystkie zwroty w naszym sklepie obsługiwane sa przez prosty kreator zwrotów, który daje możliwość odesłania do nas paczki zwrotnej.

Ten towar jest dostępny w naszych sklepach

Możesz kupić ten produkt bez składania zamówienia internetowego w jednym z naszych sklepów w Twojej okolicy. Sprawdź w których punktach produkt jest dostępny od ręki.
Sprawdź dostępność

W drugim tomie monumentalnej historycznej trylogii prof. Wojciecha Roszkowskiego śledzimy wydarzenia rozgrywające się na całym świecie w latach dziecięcych i młodzieńczych Jezusa, a więc między rokiem 5 a 16 n.e. Jezus staje się z chłopca młodzieńcem "czyniąc postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi". Dojrzewanie Zbawiciela dokonuje się dla władców tamtego świata niezauważenie. Jednak kilku uczonym w Piśmie dane jest już wówczas poznanie niezwykłej mądrości i przenikliwości dwunastoletniego Jezusa. Gdy Święta Rodzina wraca z pielgrzymki do Świątyni jerozolimskiej w związku ze świętem Pesach, odłącza się On od Maryi i Józefa, by zostać w "tym, co należy do Ojca". 

Wędrując z autorem "Świata Chrystusa" po ówczesnej starożytności obserwujemy niepokoje i zmiany zachodzące w Cesarstwie Rzymskim, w tym w rozległych prowincjach imperium, w coraz potężniejszym Państwie Środka, w królestwach położonych na terytorium Indii, w imperium Partów, w Tracji i wielu innych ważnych wtedy politycznie krainach. W różnych częściach globu poznajemy czczone wtedy bóstwa, ważniejsze święta, zajęcia, rozrywki, obyczaje i upodobania współczesnych Jezusowi ludzi. Dawną świetność odzyskują igrzyska olimpijskie. Słowem poznajemy ten świat, który nauczanie Chrystusowe ma gruntownie odmienić. Wielkim walorem publikacji jest 140 ilustracji, w tym mapy i rysunki wykonane przez autora książki, wybitnego historyka prof. Wojciecha Roszkowskiego.

 

SPIS TREŚCI:

  • 5 n.e.       7
  • 6 n.e.        41
  • 7 n.e.        77
  • 8 n.e.        115
  • 9 n.e.        151
  • 10 n.e.        185
  • 11 n.e.        221
  • 12 n.e.        253
  • 13 n.e.        291
  • 14 n.e.        325
  • 15 n.e.        361
  • 16 n.e.        397

 

 

FRAGMENT:

Żegluga po Morzu Egejskim

 

Sezon żeglugi po Morzu Egejskim rozpoczyna się wiosną. Leonidas z Tarentu pisał kiedyś: „To jest pora żeglugi. Już gadatliwa jaskółka przyleciała, a razem z nią rozkoszny zefir. Rozkwitają łąki. Morze, niedawno chłostane i wzburzane srogimi wichurami, ucichło. Przygotuj teraz kotwice, odwiąż liny cumowe, żeglarzu, i rozepnij dla wiatru cały żagiel”.

 

Jedni żeglują po morzach przewożąc towary, inni, bardziej zasobni, mogą w ten sposób poznawać obce kraje. Żegluga nigdy nie jest jednak bezpieczna. Przylądek u stóp góry Mykale uwiecznił niedawno w znanym epigramie Statilius Flaccus, opisując żal jednej z ofiar: „Możeście słyszeli o morzu, bardzo gorzkim, tym, co się burzy przy Mykale, bijąc w brzeg, gdzie się pasą dzikie kozy? W skłębionym pustkowiu tej wody do dzisiejszego dnia leżę, skarżąc się na furię Boreasza”.

 

Opuszczając port Samos i wypływając z jego głęboko wciętej zatoki na północnym brzegu wyspy o tej samej nazwie, kusi się los. Wąski przesmyk między Samos a przylądkiem Mykale obfituje w zmienne wiatry, a skaliste brzegi przypominają o wszystkich niebezpieczeństwach żeglugi. Biorąc kurs na zachód od przylądka Mykale, mija się południowe brzegi Samos, rozczłonkowane, skaliste wysepki Phournoi. Niezwykle rozczłonkowana wysepka Patmos, położona na południe od Phournoi, nie wsławiła się niczym specjalnym, a niewielka przystań w miasteczku Patmos w północnej części wyspy jest rzadko odwiedzana ze względu na brak większych atrakcji i bogactw. Życie na wyspach w ogóle płynie spokojnie. Mieszkańcom obcy jest tłok, zamieszanie i intrygi Rzymu, Aleksandrii oraz innych wielkich miast. Zajmują się hodowlą kóz, połowem ryb lub uprawą winorośli. Rzadziej też skarżą się na bezsens życia.

 

Płynąc z Patmos na południowy wschód mija się lewą burtą kilka postrzępionych wysepek, a po kilkunastu milach dociera się do wyspy Leros, której fantastyczne brzegi tworzą siedem głębokich zatok. Główne miasto, także zwane Leros znajduje się w środku wyspy, a znane jest ze świątyni Artemidy. Leros niemal łączy się z sąsiednią wysepką Kalymna o równie fantastycznych kształtach, przeciętą kilkoma pasmami gór.

 

Minąwszy Kalymnę i następne kilkanaście mil morskich przestworzy, dociera się do brzegów wyspy Kos. Słynie ona z wyrobu wina i przejrzystych tkanin. W głównym mieście, zwanym także Kos, zwraca uwagę świątynia Asklepiosa, który jest też patronem całej wyspy, a w niej – słynny obraz Afrodyty namalowany przez Apellesa. W pięknym teatrze można obejrzeć niejedno ciekawe przedstawienie. Wyspa Kos zrodziła najsłynniejszego z lekarzy – Hippokratesa. Na brzegu wyspy wypatrywał kiedyś swej kochanki, małej Phanion, poeta Meleager: „Obciążone bogato statki, cieśniną Helli płynące, gdy pędzi was Boreasz, dobry wiatr, jeśli na brzegu Kos ujrzycie gdzieś Phanion, jak patrzy na rozpostartą przed nią przestrzeń szarych wód, zanieście, piękne statki, słowo, że mnie tęsknota prowadzi tam nie na pokładzie, lecz trudem moich stóp”.

 

Mieszkańcy Astypalai, fantastycznie rozczłonkowanej wyspy położonej około 25 mil na zachód od Kos, wywodzący się od kolonistów z Megary, zawarli w 649 roku AUC traktat o przyjaźni z Rzymem, stąd też wyspa cieszy się statusem wolnego terytorium. Na wyspie urodził się Onisikritos, historyk Aleksandra Macedońskiego.

Kilkanaście mil na południowy zachód od Astypalai z morza wynurza się następny skalisty kawał lądu – wyspa Anaphe. Znajduje się tu świątynia Apolla Aigletesa. Nazwa wyspy wywodzi się prawdopodobnie z braku węży (anophis). Wziąwszy kurs na północny zachód od Anaphe, wystarczy około 25 mil, by dotrzeć do podłużnej i górzystej wyspy Amorgos, znanej z wyrobu tkanin barwionych na czerwony kolor, zwanych amorgeia. Wyspę skolonizowali pierwotnie Minojczycy z Krety. Ponad 600 lat temu urodził się tu poeta Semonides.

 

Płynąc z Amorgos na północny wschód mija się szereg niewielkich, skalistych i niezamieszkanych wysepek, a po około 25 milach można już ujrzeć brzegi wyspy Naksos. Jej nazwę wywodzi się od wodza Kariasów Naksosa. Miasto Naksos położone jest na zboczu góry, z której wydobywa się marmur. Stąd też przeważają w nim białe domy z tego kamienia. Szeroko znana jest tutejsza świątynia Apolla. Wyspa znana jest też z wyrobu win. Wedle znanego mitu to tutaj pozostawił Tezeusz księżniczkę kreteńską Ariadnę po tym, jak pomogła mu wydobyć się z labiryntu Minotaura z pomocą kłębka wełny. Na Naksos miał też spotkać Ariadnę bóg wina i dobrej zabawy Dionizos. Zakochał się w Ariadnie, lecz ta, nie mogąc znieść rozłąki z Tezeuszem, albo się zabiła, albo została wzięta żywcem na Olimp.

 

Choć odległości między poszczególnymi wyspami są w tym rejonie niewielkie, porywy wiatru i wysokie fale stanowią zagrożenie, zwłaszcza wczesną wiosna i późną jesienią. O niebezpieczeństwach żeglugi pisał Kallimachos, upamiętniając pewnego miejscowego żeglarza: „Lykos, rodem z Naksos, nie na ziemi umarł. Na morzu w jednej porze ujrzał, jak statek i życie przepada, gdy płynął z towarem do Eginy. Trup gdzieś w wodzie jest teraz, a ja, tylko w imię zasobna mogiła, wszystkim głoszę słowa prawdy: ‘Uciekaj, żeglarzu, od morza, gdy wschodzą Kozie Gwiazdy'

Niecałe 10 mil od zachodniego cypla Naksos widać już brzegi Paros. Pośrodku tej wyspy wznosi się potężna góra Marpessa, z której stoków wydobywa się słynny marmur paryjski, niezwykle ceniony w budownictwie. Na wyspie urodził się poeta Archilochos. Pierwotni mieszkańcy Paros przybyli tu z Arkadii. Później osiedli tu także Jonowie. Podczas pierwszej wojny grecko-perskiej mieszkańcy Paros sprzyjali Persom. Podczas wojny Ateńczycy doszczętnie zniszczyli wyspę, choć wobec zaciekłego oporu Paryjczyków nigdy jej nie zdobyli. Ponieważ sytuacja ta powtórzyła się podczas drugiej wojny z Persami 10 lat później, Ateńczycy nałożyli na Paros ogromną kontrybucję. Wyspa była bogata dzięki eksportowi marmuru, toteż sięgnęli po nią ptolemajscy władcy Egiptu i dopiero po klęsce Kleopatry znalazła się ona pod panowaniem rzymskim. Przylegająca niemal do Paros od zachodu wysepka Oliaros znana jest z malowniczych pieczar. 

 

Z Paros warto popłynąć na północ, gdzie w odległości około 30 mil leży wyspa Mykonos. Jest znana z uprawy fig, winnej latorośli i jęczmienia. Znajduje się tu rzekomy grób Ajaksa. Wedle legendy tutaj Giganci zmagali się z bogami Olimpu. Najwyższa góra na wyspie nazywa się Dimastos. W potocznej mowie określa się ludzi łysych Mykonijczykami, gdyż miejscowi mężczyźni mają kłopoty z uwłosieniem.

 

W odległości dwóch lub trzech mil od zachodniego brzegu Mykonos leży wysepka Delos. Warto zatrzymać się tu na dłużej. Jest to siedziba wielkiego okręgu kultowego, a przez stulecia miejsce przechowywania skarbu Jonów. Jest uważana za miejsce, gdzie Latona urodziła Apolla i Artemidę. Zasiedlona pierwotnie przez Karyjczyków, podbita później przez Kretę, była Delos od niepamiętnych czasów miejscem kultu Apolla. W jednym z homerowych hymnów ku czci Apolla delijskiego czytamy: „Będę pamiętał i nie pomnę Apolla dalekostrzelnego. Kiedy przechodzi przez dom Zeusa, wszyscy bogowie drżą i wstają z miejsc, gdy się zbliża, zniżając swój łuk. Tylko Latona stoi u boku Zeusa, lubującego się w piorunach. Odwiązuje łuk Apolla, zamyka jego kołczan, zdejmuje broń z jego mocarnych ramion i wiesza ją na złotym kołku na kolumnie w domu jego ojca. Prowadzi go potem i sadza, a ojciec go wita, dając mu nektar w złotym pucharze. Kiedy inni bogowie też siadają, królowa Latona raduje się, że wydała na świat potężnego syna łucznika. Ciesz się, błogosławiona Latono, bo zrodziłaś wspaniałe dzieci – Apolla i Artemidę – lubujących się w strzelaniu, ją w Ortygii, jego – na skalistej Delos, gdzie oparłaś się o górę Kynthos koło palmy nad rzeką Inopos!

 

Wyspa uległa poważnym zniszczeniom podczas wojny z Mithradatesem, obecnie jednak sakralne budynki już w większości funkcjonują. Po wyjściu ze „świętego” portu, położonego na zachodnim brzegu wyspy i osłoniętego dodatkowo dwiema małymi wysepkami oraz mocno rozgałęzioną wyspą Rheneia, przybysz mija znajdujący się po lewej stronie Thesmophorion i trafia wprost do okręgu, w którym po lewej stronie wznosi się świątynia Artemidy, oddzielona portykiem od dużego placu. W jego zachodniej części widać świątynię Porosa – prastarego bóstwa czasu, związanego z kultem Tetydy, główny przybytek Apolla Delijskiego o sześciu doryckich kolumnach z przodu i trzynastu z każdej strony, a także dom mieszkańców Naksos.

 

 

RECENZJE:

Świat Chrystusa; Andrzej Grajewski, „Gość Niedzielny”

Książka ma strukturę złożoną. Warstwę pierwszą tworzą szkice, przekazujące podstawowe informacje o danym okresie historycznym czy wydarzeniu. Drugą warstwę tej opowieści można nazwać reportażem. Autor prowadzi nas w różne miejsca, używając czasu teraźniejszego, opowiadając o tym, co właśnie się wydarzyło. Przyjmuje przy tym założenie, że jego narrator zna wprawdzie przeszłość, ale nie zna przyszłości, a więc opowiada jedynie o tym, czego sam jest świadkiem bądź o czym dowiedział się z różnych źródeł. Trzecią warstwę książki stanowią niewielkie szkice filozoficzne, poświęcone rozważaniom o sztuce życia w danej epoce, hierarchii wartości, które wówczas dominowały, czy religii.

Świat Chrystusa; www.polskieradio.pl

W swojej książce prof. Wojciech Roszkowski przedstawił wydarzenia rozgrywające się od 7 r. p.n.e. do 30 r. n.e., a więc w okresie, w którym żył Jezus Chrystus. Czytelnik ma możliwość zapoznania się z tym, co działo się m.in. w ówczesnym Egipcie, Germanii, Chinach, ale przede wszystkim w Imperium Rzymskim. – Moją ambicją było to, by pokazać dobrą nowinę Chrystusa na tle panoramy ówczesnego świata. Chciałem, by czytelnik mógł zrozumieć, jak niezwykłym zjawiskiem były jego życie, nauczanie, śmierć i zmartwychwstanie – powiedział prof. Wojciech Roszkowski.

Świat Chrystusa; PAP

Prof. Wojciech Roszkowski: (…) Myśl o napisaniu książki o początkach chrześcijaństwa kiełkowała we mnie już pod koniec lat sześćdziesiątych. Zbierałem materiały i opracowania na temat epoki, które z czasem stały się częścią mojego księgozbioru. Później chronologicznie układałem notatki. Pisanie rozpocząłem o wiele później. (…) Zderzenie wyobrażeń o tamtych czasach opartych na źródłach archeologicznych i pisanych z rzeczywistością opisaną w Ewangeliach nasunęło mi pomysł stworzenia panoramy historycznej tamtej epoki i odbycia swoistego spaceru po całym tamtym świecie.

Łukasz Ścisłowicz, histmag.org

(...) „Dzieło życia” Roszkowskiego, tworzone bez mała pół stulecia, z jego punktu widzenia jest zachętą do przyjrzenia się postaci Jezusa z Nazaretu. Jak średniowieczni scholastycy, Roszkowski, podpierając się autorytetem Karola Wojtyły, pozostaje na gruncie przekonania o zupełnej zgodności wiary z rozumem. Co więcej, punktem wyjścia refleksji naukowej jest dlań właśnie akt wiary, nie tylko religijnej. 6 rok p.n.e., wzorem wielu badaczy uznając za datę narodzin Chrystusa, Roszkowski opisuje jako realny, dziejowy przełom. Jak taka perspektywa wpływa na ujęcie tematu?

Warszawski historyk przyjmuje wyjątkową narrację. Rok po roku, cywilizacja po cywilizacji, kreśli szeroki, panoramiczny obraz starożytnego świata. Nie jest to jednak zwyczajna, sucha kronika wydarzeń. Zadziwiająco lekkie pióro umożliwia Roszkowskiemu pisanie w klarowny sposób o religii, filozofii, polityce, instytucjach społecznych i ekonomicznych. Zaczyna od przestrzeni, zabierając czytelnika w podróż, której początkiem są scytyjskie stepy, przystankiem – Chiny i Ameryka, destynacją docelową – świat śródziemnomorski.

Autor analizuje instytucje zbiorowego życia w różnych państwach i kulturach. Więcej miejsca poświęca, co nietrudno zrozumieć, Rzymianom, Żydom i Grekom aniżeli dynastiom Hanów, Satavahana czy Arsakidów. Cieszy łacińska pisownia imion i nazwisk Rzymian – bohaterów opowieści. Roszkowski wpisuje się w znajdującą coraz większe uznanie praktykę. Nie każdy jednak zrazu odnotuje, że Gaius Claudius Drusus Ceasar Germanicus to właśnie Germanik, sławny syn Druzusa Starszego i Antonii Młodszej. Na tym tle - dodajmy jednak - brakuje słowniczka imion. Podobną bolączką pozostaje brak indeksu osób i nazw geograficznych. Być może wydawca powinien rozważyć wzbogacenie o te dodatki trzeciego tomu „Świata Chrystusa”?

Niezwykle interesującym zabiegiem jest prowadzenie narracji w czasie teraźniejszym. Autor prowadzi swoiste „sprawozdanie” z różnych części świata, z perspektywy ówczesnego człowieka. Czyni to jednak na podstawie dzisiejszej wiedzy. W podobny sposób podawane są daty. Tak np., kiedy autorski wywód dotyczy 7 roku p.n.e., dowiadujemy się, że „przed pięciu laty” August przyjął godność pontifex maximus, a „około dwustu lat temu” Szy Huang-ti zunifikował Walczące Królestwa.

Przenosząc narrację w tak odległe od siebie geograficznie i kulturowo miejsca, jak Półwysep Indyjski, Erytrea czy Germania, autor zdradza olbrzymią erudycję i solidne przygotowanie merytoryczne, pozwalające w ogóle podjąć się wyznaczonego zadania. Jak autorska koncepcja opowiadania o bogactwie ludzi, kultur i idei starożytnego świata wpływa na odbiór książki? Z pewnością nie przypadnie ona do gustu każdemu. Autor obszernie pisze o rządach i śmierci Heroda Wielkiego, zrazu przechodząc do wtrącenia, niejako mimochodem, informacji o trzeciej już wypłacie nagród dla rzymskich weteranów, by następnie znowu wyruszyć w podróż do Państwa Środka, a kilka stron dalej pisać o gimnazjonie w Priene.

Taka narracja może sprawiać wrażenie poszatkowanej. Częste zmiany tematu, determinowane przyjętym porządkiem pracy, rodzą pytanie, jak książkę Roszkowskiego czytać. Chronologicznie czy tematycznie? Po dokonaniu niezbędnej hierarchizacji gigantycznego materiału, Roszkowski bardzo szczegółowo opisuje wydarzenia w Palestynie, kosztem czego wzmianki o państwie Joseon w Korei, Kuszanach czy Meitei stają się przerywnikami, zbędnymi, im bardziej przypominają krótkie notki rodem z internetowych encyklopedii.

Olbrzymi zakres tematyczny rodzi także ryzyko uproszczeń czy niespójności, łatwo dostrzegalnych oczami pasjonatów. W tym aspekcie pracy Roszkowskiego można zarzucić doprawdy niewiele. Widać, że autor przez lata pisania starał się pozostawać na bieżąco z literaturą przedmiotu. W tak obszernym dziele niemożliwa jest wszakże stuprocentowa, materialna i formalna precyzja. Przykładem niech będzie wzmianka ze strony 32. Autor zaznacza, że tuż po upadku rządów Lucjusza Tarkwiniusza Pysznego władzę w Rzymie sprawowali wybieralni urzędnicy, zwani pretorami, dopiero od czasów leges Liciniae Sextiae nazywani konsulami. Odbiorca bez przygotowania mógłby przez to ulec sugestii, że w późniejszym okresie republiki pretura jako odrębny urząd nie istniała. Stosowniej byłoby posłużyć się terminem praetores consules (pretorzy konsularni), zaznaczając, od kiedy można mówić o pretorze miejskim, którego otaczało już tylko sześciu liktorów.

W krótkim opisie wojen machabejskich autor przyjmuje starą perspektywę, ujmującą działania Antiocha IV Epifanesa jako dążenie do wprowadzenia „jednolitej wiary greckiej” w całym państwie Seleukidów (s. 56). Roszkowski jest tu zupełnie zgodny z tradycją, wyrażaną w Księgach Machabejskich. Coraz częściej badacze wskazują wszakże na brak podstaw tej tradycji i wewnętrzny w istocie wymiar konfliktu kulturowego w ówczesnej Jerozolimie: sporu pomiędzy tradycjonalistami a hellenistami, w którym polityka Antiocha odgrywała raczej rolę katalizatora. Wartościowanie źródeł biblijnych jako najbardziej wiarygodnych pozostaje zresztą wyznacznikiem rozważań Roszkowskiego.

Swoją opowieść kończy autor na 4 roku n.e. Trudno miarodajnie ocenić pracę, która pozostaje zaledwie początkiem większej całości. Jasność i przejrzystość wywodu sprawiają, że „Świat Chrystusa” to świetny początek własnych poszukiwań. Autor unika natarczywego występowania z własnymi przekonaniami i budowania narracji z ich perspektywy. Mimo iż praca ma jasno wskazany cel, który Roszkowski już w przedmowie deklaruje, pierwszy tom zaplanowanej trylogii nie ma w sobie nic z religijnej agitki, o jaką bez trudu Roszkowskiego oskarżą niektórzy, nie zadawszy sobie trudu przeczytania.

Warto po tę książkę sięgnąć także po to, by zobaczyć, jak dziejowy przełom początków chrześcijaństwa, fakt pozostający w domenie wiedzy, nie zaś – wiary, rozumie wierzący i wykształcony człowiek. Wiedza autora, przekazania na ponad 400 stronach z ponad setką ilustracji, inspiruje do sięgnięcia po drugi tom.

Świat Chrystusa; Andrzej Grajewski, „Gość Niedzielny”

Książka ma strukturę złożoną. Warstwę pierwszą tworzą szkice, przekazujące podstawowe informacje o danym okresie historycznym czy wydarzeniu. Drugą warstwę tej opowieści można nazwać reportażem. Autor prowadzi nas w różne miejsca, używając czasu teraźniejszego, opowiadając o tym, co właśnie się wydarzyło. Przyjmuje przy tym założenie, że jego narrator zna wprawdzie przeszłość, ale nie zna przyszłości, a więc opowiada jedynie o tym, czego sam jest świadkiem bądź o czym dowiedział się z różnych źródeł. Trzecią warstwę książki stanowią niewielkie szkice filozoficzne, poświęcone rozważaniom o sztuce życia w danej epoce, hierarchii wartości, które wówczas dominowały, czy religii.

Świat Chrystusa; www.polskieradio.pl

W swojej książce prof. Wojciech Roszkowski przedstawił wydarzenia rozgrywające się od 7 r. p.n.e. do 30 r. n.e., a więc w okresie, w którym żył Jezus Chrystus. Czytelnik ma możliwość zapoznania się z tym, co działo się m.in. w ówczesnym Egipcie, Germanii, Chinach, ale przede wszystkim w Imperium Rzymskim. – Moją ambicją było to, by pokazać dobrą nowinę Chrystusa na tle panoramy ówczesnego świata. Chciałem, by czytelnik mógł zrozumieć, jak niezwykłym zjawiskiem były jego życie, nauczanie, śmierć i zmartwychwstanie – powiedział prof. Wojciech Roszkowski.

Świat Chrystusa; PAP

Prof. Wojciech Roszkowski: (…) Myśl o napisaniu książki o początkach chrześcijaństwa kiełkowała we mnie już pod koniec lat sześćdziesiątych. Zbierałem materiały i opracowania na temat epoki, które z czasem stały się częścią mojego księgozbioru. Później chronologicznie układałem notatki. Pisanie rozpocząłem o wiele później. (…) Zderzenie wyobrażeń o tamtych czasach opartych na źródłach archeologicznych i pisanych z rzeczywistością opisaną w Ewangeliach nasunęło mi pomysł stworzenia panoramy historycznej tamtej epoki i odbycia swoistego spaceru po całym tamtym świecie.

Łukasz Ścisłowicz, histmag.org

(...) „Dzieło życia” Roszkowskiego, tworzone bez mała pół stulecia, z jego punktu widzenia jest zachętą do przyjrzenia się postaci Jezusa z Nazaretu. Jak średniowieczni scholastycy, Roszkowski, podpierając się autorytetem Karola Wojtyły, pozostaje na gruncie przekonania o zupełnej zgodności wiary z rozumem. Co więcej, punktem wyjścia refleksji naukowej jest dlań właśnie akt wiary, nie tylko religijnej. 6 rok p.n.e., wzorem wielu badaczy uznając za datę narodzin Chrystusa, Roszkowski opisuje jako realny, dziejowy przełom. Jak taka perspektywa wpływa na ujęcie tematu?

Warszawski historyk przyjmuje wyjątkową narrację. Rok po roku, cywilizacja po cywilizacji, kreśli szeroki, panoramiczny obraz starożytnego świata. Nie jest to jednak zwyczajna, sucha kronika wydarzeń. Zadziwiająco lekkie pióro umożliwia Roszkowskiemu pisanie w klarowny sposób o religii, filozofii, polityce, instytucjach społecznych i ekonomicznych. Zaczyna od przestrzeni, zabierając czytelnika w podróż, której początkiem są scytyjskie stepy, przystankiem – Chiny i Ameryka, destynacją docelową – świat śródziemnomorski.

Autor analizuje instytucje zbiorowego życia w różnych państwach i kulturach. Więcej miejsca poświęca, co nietrudno zrozumieć, Rzymianom, Żydom i Grekom aniżeli dynastiom Hanów, Satavahana czy Arsakidów. Cieszy łacińska pisownia imion i nazwisk Rzymian – bohaterów opowieści. Roszkowski wpisuje się w znajdującą coraz większe uznanie praktykę. Nie każdy jednak zrazu odnotuje, że Gaius Claudius Drusus Ceasar Germanicus to właśnie Germanik, sławny syn Druzusa Starszego i Antonii Młodszej. Na tym tle - dodajmy jednak - brakuje słowniczka imion. Podobną bolączką pozostaje brak indeksu osób i nazw geograficznych. Być może wydawca powinien rozważyć wzbogacenie o te dodatki trzeciego tomu „Świata Chrystusa”?

Niezwykle interesującym zabiegiem jest prowadzenie narracji w czasie teraźniejszym. Autor prowadzi swoiste „sprawozdanie” z różnych części świata, z perspektywy ówczesnego człowieka. Czyni to jednak na podstawie dzisiejszej wiedzy. W podobny sposób podawane są daty. Tak np., kiedy autorski wywód dotyczy 7 roku p.n.e., dowiadujemy się, że „przed pięciu laty” August przyjął godność pontifex maximus, a „około dwustu lat temu” Szy Huang-ti zunifikował Walczące Królestwa.

Przenosząc narrację w tak odległe od siebie geograficznie i kulturowo miejsca, jak Półwysep Indyjski, Erytrea czy Germania, autor zdradza olbrzymią erudycję i solidne przygotowanie merytoryczne, pozwalające w ogóle podjąć się wyznaczonego zadania. Jak autorska koncepcja opowiadania o bogactwie ludzi, kultur i idei starożytnego świata wpływa na odbiór książki? Z pewnością nie przypadnie ona do gustu każdemu. Autor obszernie pisze o rządach i śmierci Heroda Wielkiego, zrazu przechodząc do wtrącenia, niejako mimochodem, informacji o trzeciej już wypłacie nagród dla rzymskich weteranów, by następnie znowu wyruszyć w podróż do Państwa Środka, a kilka stron dalej pisać o gimnazjonie w Priene.

Taka narracja może sprawiać wrażenie poszatkowanej. Częste zmiany tematu, determinowane przyjętym porządkiem pracy, rodzą pytanie, jak książkę Roszkowskiego czytać. Chronologicznie czy tematycznie? Po dokonaniu niezbędnej hierarchizacji gigantycznego materiału, Roszkowski bardzo szczegółowo opisuje wydarzenia w Palestynie, kosztem czego wzmianki o państwie Joseon w Korei, Kuszanach czy Meitei stają się przerywnikami, zbędnymi, im bardziej przypominają krótkie notki rodem z internetowych encyklopedii.

Olbrzymi zakres tematyczny rodzi także ryzyko uproszczeń czy niespójności, łatwo dostrzegalnych oczami pasjonatów. W tym aspekcie pracy Roszkowskiego można zarzucić doprawdy niewiele. Widać, że autor przez lata pisania starał się pozostawać na bieżąco z literaturą przedmiotu. W tak obszernym dziele niemożliwa jest wszakże stuprocentowa, materialna i formalna precyzja. Przykładem niech będzie wzmianka ze strony 32. Autor zaznacza, że tuż po upadku rządów Lucjusza Tarkwiniusza Pysznego władzę w Rzymie sprawowali wybieralni urzędnicy, zwani pretorami, dopiero od czasów leges Liciniae Sextiae nazywani konsulami. Odbiorca bez przygotowania mógłby przez to ulec sugestii, że w późniejszym okresie republiki pretura jako odrębny urząd nie istniała. Stosowniej byłoby posłużyć się terminem praetores consules (pretorzy konsularni), zaznaczając, od kiedy można mówić o pretorze miejskim, którego otaczało już tylko sześciu liktorów.

W krótkim opisie wojen machabejskich autor przyjmuje starą perspektywę, ujmującą działania Antiocha IV Epifanesa jako dążenie do wprowadzenia „jednolitej wiary greckiej” w całym państwie Seleukidów (s. 56). Roszkowski jest tu zupełnie zgodny z tradycją, wyrażaną w Księgach Machabejskich. Coraz częściej badacze wskazują wszakże na brak podstaw tej tradycji i wewnętrzny w istocie wymiar konfliktu kulturowego w ówczesnej Jerozolimie: sporu pomiędzy tradycjonalistami a hellenistami, w którym polityka Antiocha odgrywała raczej rolę katalizatora. Wartościowanie źródeł biblijnych jako najbardziej wiarygodnych pozostaje zresztą wyznacznikiem rozważań Roszkowskiego.

Swoją opowieść kończy autor na 4 roku n.e. Trudno miarodajnie ocenić pracę, która pozostaje zaledwie początkiem większej całości. Jasność i przejrzystość wywodu sprawiają, że „Świat Chrystusa” to świetny początek własnych poszukiwań. Autor unika natarczywego występowania z własnymi przekonaniami i budowania narracji z ich perspektywy. Mimo iż praca ma jasno wskazany cel, który Roszkowski już w przedmowie deklaruje, pierwszy tom zaplanowanej trylogii nie ma w sobie nic z religijnej agitki, o jaką bez trudu Roszkowskiego oskarżą niektórzy, nie zadawszy sobie trudu przeczytania.

Warto po tę książkę sięgnąć także po to, by zobaczyć, jak dziejowy przełom początków chrześcijaństwa, fakt pozostający w domenie wiedzy, nie zaś – wiary, rozumie wierzący i wykształcony człowiek. Wiedza autora, przekazania na ponad 400 stronach z ponad setką ilustracji, inspiruje do sięgnięcia po drugi tom.

Parametry techniczne:
Data wydania:
2017
Format:
195 x 240 mm
Oprawa:
twarda
Liczba stron:
432
ISBN:
Niepowtarzalny dziesięciocyfrowy, a od 01.01.2007 13-cyfrowy identyfikator książki
978-83-7553-222-7
Wydawnictwo:
Biały Kruk
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel