Nowość

Świat Chrystusa. Tom 3

  • Świat Chrystusa. Tom 3
  • Świat Chrystusa. Tom 3
Producent: Biały Kruk
Kod produktu: 9788375532241
82,95 zł
82,95 zł
/ szt. brutto + koszty wysyłki

Łatwy zwrot towaru

Kupuj i sprawdź spokojnie w domu. W ciągu 14 dni możesz zwrócić ten towar bez podania przyczyny.
Pokaż szczegóły
14 dni na zwrot
Najważniejsza jest Twoja satysfakcja z zakupów. Zamówione u nas produkty możesz zwrócić w ciągu 14 dni bez podania przyczyny.
Bez stresu i obaw
Dzięki integracji naszego sklepu z tanimi zwrotami Poczty Polskiej kupujesz bez stresu i obaw, że zwrot zakupionego towaru będzie problematyczny.
Prosty kreator zwrotów
Wszystkie zwroty w naszym sklepie obsługiwane sa przez prosty kreator zwrotów, który daje możliwość odesłania do nas paczki zwrotnej.

Trzeci, ostatni tom „Świata Chrystusa” prof. Roszkowskiego przedstawia historię ludzkości w okresie od 17 do 30 roku naszej ery. Przed oczyma Czytelnika ukazuje się obraz całego globu w politycznym i społecznym wymiarze. Syn Boży zasiał już ziarno, powoli zaczyna ono wydawać plon, plon, który z wieku na wiek będzie stu i tysiąc krotny!

W trzecim tomie „Świata Chrystusa” śledzimy wydarzenia dziejące się w młodości Syna Bożego, dochodząc do ostatnich trzech lat Jego życia, które są najlepiej udokumentowane. Jezus głosi swą naukę, powołując Apostołów, buduje zręby Kościoła. Nikt wtedy jeszcze nie przeczuwa, że drogami Palestyny wędruje ktoś, kto już zapoczątkował gruntowną przemianę świata. Świata, który od strony politycznej, społecznej i militarnej wydaje się ustabilizowany raz na zawsze, a który pogrąża się w coraz bardziej w dekadencji.

Najnowszy tom „Świata Chrystusa” to 456 stron i aż 107 ilustracji, a więc zdjęć, rycin i reprodukcji obrazów wspaniałych malarzy oraz map wykonanych własnoręcznie i z wielką pieczołowitością przez profesora Roszkowskiego!

Wejdź w świat u zarania nowej ery i zobacz jak zmieniała się cywilizacja, jak rodziło się chrześcijaństwo w zgliszczach upadającego moralnie zdawałoby się wiecznego imperium!

 

SPIS TREŚCI:

17 n.e.                  7
18 n.e.                   37
19 n.e.                   67
20 n.e.                   95
21 n.e.                   129
22 n.e.                   159
23 n.e.                   187

24 n.e.                   213
25 n.e.                   241
26 n.e.                   267
27 n.e.                   295

28 n.e.                   325
29 n.e.                   361
30 n.e.                   405
Indeks osób          450

 

 

FRAGMENT:

Rozkład rodziny rzymskiej

Przypadek Vistilii nasuwa niewesołą refleksję o stanie rzymskiej rodziny. Choć pod wpływami

etruskimi kobiety miały zawsze w Rzymie nieco więcej swobody niż w Grecji, tradycyjna rodzina

rzymska była dość podobna do greckiej. Widząc upadek życia rodzinnego w Rzymie, niejeden

moralista wzdycha dziś do tego dawnego, patriarchalnego wzorca rodziny.

 

Małżeństwo greckie miało dwa główne cele: przysporzenie państwu obywateli i zapewnienie

w dzieciach oparcia na starość. Kobieta zawsze pozostawała pod władzą mężczyzny: najpierw ojca, a potem męża.

Życie kobiet greckich zamykało się w obrębie domostwa i ograniczało się

do prowadzenia gospodarstwa oraz wychowania dzieci. Na ulicy kobieta mogła się pokazywać

tylko w towarzystwie męża lub służącej. Jedynie podczas świąt i obrzędów religijnych kobiety

mogły opuścić dom i wmieszać w tłum. Wyjątkiem były kobiety wolne i niezamężne,

praktykujące miłość za pieniądze, czyli hetery. Wobec dążenia do pewności ojcostwa zdrada

kobiety była potępiana i surowo karana, podczas gdy męska nie. Greczynki uważane były pod

względem prawnym za osoby nieletnie, toteż zdradę uznawano za coś bliższego uwiedzeniu lub

nawet gwałtowi, a winę przypisywano najczęściej mężczyźnie. Zmiany w zwyczajach rodzinnych

przyniosły podboje Aleksandra. Coraz częstsza nieobecność mężów, zajętych wojnami lub

handlem w obcych krajach, a także nowe prądy filozoficzne, w tym głównie stoicyzm,

zapoczątkowały stopniowe równouprawnienie kobiet greckich.

W epoce hellenistycznej zaczęły się one kształcić i uzyskały

prawo dysponowania własnym majątkiem. Coraz częściej brały też udział w życiu publicznym.

 

Niezależnie od pozamałżeńskiej swobody seksualnej mężczyzn, małżeństwo było instytucją

chronioną przez prawo i obyczaj. Zastanawiano się co najwyżej nad warunkami powodzenia

w życiu małżeńskim. Zwracano uwagę na korzyści płynące z podobnego stanu materialnego

małżonków. Kleoboulus z Lindos powiadał: „Bierz za żonę niewiastę z równych sobie; jeśli bowiem poślubisz

znakomitszą, będziesz miał panów, a nie krewnych”21.

Menandros zaś dodawał:

„Biedak, co pragnie ożenku, ażeby wziąć razem z żoną do domu pieniądze, sam siebie daje, a nie

żonę bierze”22. Również urodę traktowano jako warunek niekonieczny małżeńskiego sukcesu,

a nawet jak jego zagrożenie. Zapytany o radę, czy żenić się z piękną czy brzydką kobietą, Bion

Borystenita powiedział: „Jeżeli ożenisz się z brzydką, będzie twoim nieszczęściem, jeżeli z ładną,

będziesz ją dzielił z innymi”23. O równości kobiet i mężczyzn trudno było oczywiście mówić, nie

tylko ze względu na różnice psychiczne czy fizjologiczne. Kobieca wierność była cnotą

gwarantującą pewne pochodzenie potomstwa. Niejaka Teano, zapytana, w ile dni po stosunku z

mężczyzną kobieta może być uznana za czystą, odpowiedziała: „Po stosunku ze swoim mężem –

od razu, po stosunku z obcym – nigdy”24.

 

Rzymianki były także tradycyjnie poddane władzy ojca, a następnie męża. Zajmowały się

głównie gospodarstwem i zobowiązane były do wierności. Kobiety rzymskie brały jednak udział

w widowiskach publicznych, mogły poruszać się po mieście w czasie świąt i uczestniczyć w

swoich związkach czy klubach. Zdarzały się też wspólne wystąpienia kobiet w ważnych

sprawach państwowych. Już 200 lat temu w sporze o prawo do noszenia drogich ozdób Marcus

Porcius Cato wołał do swych współobywateli: „Rzymianie! Gdyby każdy z nas był trwał przy

utrzymaniu swej prawem ustalonej władzy męża nad żoną, mniej mielibyśmy kłopotu ze

wszystkimi kobietami.

Teraz nasza swoboda, ograniczona w domu przez to niedostateczne opanowanie kobiet, zostaje

zlekceważona i zdeptana tutaj, na Forum. Boimy się ogółu kobiet, ponieważ nie potrafiliśmy

opanować jednostek”25.

 

Jeszcze w okresie późnej republiki zdrada kobiety była piętnowana jako wykroczenie przeciw

prawu, ponieważ małżeństwo traktowane było jako obowiązek wobec państwa. Tenże Cato

usprawiedliwiał nawet zabicie żony schwytanej przez męża na cudzołóstwie. Mężowie ćwiczyli

więc żony w posłuszeństwie, karząc je nawet za rozmowę z obcym lub publiczne picie wina.

Wraz ze zmianami politycznymi małżeństwo stawało się coraz bardziej sprawą prywatną,

zobowiązaniem małżonków do wspólnego gospodarstwa i potomstwa.

Bezpłodność była oczywiście poważnym mankamentem, przypisywanym najczęściej kobiecie.

 

Kiedy Rzymianie stali się narodem imperialnym i, podobnie jak Grecy w czasach

hellenistycznych, zaczęli zaludniać odległe krainy, zwyczaje te uległy zmianie. Obywatelstwo

rzymskie przestało być przywilejem elity, a stało się zjawiskiem masowym. Stoickie podejście do

małżeństwa przyniosło wzrost męskiej tolerancji wobec samodzielności rzymskich kobiet, w

tym także żon. Epikureizm zachęcił obie strony do szukania przyjemności na własną rękę. Na

podstawie lex Voconia sprzed 187 lat mężczyźnie wolno już było zapisać majątek wdowie,

córkom lub wnuczkom, dzięki czemu kobiety zaczęły dysponować swoją własnością. Odtąd ich

podporządkowanie mężom stale słabło, a ze swobody tej zaczęły korzystać, coraz częściej

kształcąc się, uczestnicząc w życiu publicznym, żądając dla siebie coraz więcej w małżeństwie, a

w krańcowych przypadkach – występując o rozwód. O ile pierwotnie nie zasiadały do stołu

razem z mężem, nie mogły same poruszać się poza domem ani odkrywać publicznie włosów,

teraz coraz częściej uczestniczyły w ucztach i wyruszały w podróż w towarzystwie służby.

 

Mimo że małżeństwo było tradycyjnie obowiązkiem obywatela, o rozwód było stosunkowo

łatwo, zarówno w Grecji, jak i w Rzymie. Gdy Grek chciał porzucić żonę, odsyłał ją z otrzymanym

posagiem do domu jej ojca lub opiekuna, nie musząc nawet podać powodu. Kiedy o rozwód

starała się żona, musiała przedstawić na piśmie przyczyny swej decyzji. Jeżeli mąż się na to

zgadzał, nie trzeba było żadnych dodatkowych formalności, jeżeli zaś się nie zgadzał, spór

rozstrzygano na drodze sądowej. W Rzymie rozwody były początkowo dość rzadkie i źle

widziane, choć w Prawie XII Tablic znajdowało się określenie „żądanie wydania kluczy” przez

męża, co oznaczało rozejście się małżonków z winy żony. Pierwszy przypadek rozwodu z winy

męża zanotowano dopiero 249 lata temu.

 

Zerwanie małżeństwa przez jedną ze stron nazywa się w Rzymie repudium, zaś rozwód

za zgodą obu stron – divortium. Przyczyną rozwodu były dawniej bezpłodność lub zdrada.

Od 200 lat zwiększa się jednak stale liczba rozwodów z innych, często zupełnie błahych

powodów.

Najczęściej są to jedynie preteksty, aby zmienić małżonka ze względu na partię bardziej

atrakcyjną politycznie lub majątkowo. Przykład szedł zresztą z góry. Sulla miał pięć żon. Iulius

Caesar oddalił Pompeię, podając jako powód rozwodu oskarżenia, a nie dowody niewierności

oraz mówiąc, że żona Caesara musi być poza podejrzeniami. Marcus Tullius Cicero po ponad 30

latach pożycia z Terentią porzucił ją i poślubił ponad dwukrotnie młodszą Publilię, poznawszy

uprzednio dobrze jej sytuację majątkową dzięki temu, że był jej prawnym opiekunem. Sam

August oddalił Scribonię i pojął za żonę Livię, zmuszając jej męża do rozwodu. Swoboda

mężczyzn w tym względzie pociągnęła za sobą większą swobodę kobiet. Jeżeli uzgodniła to ona z

ojcem lub prawnym opiekunem lub jeśli jej rodzice nie żyją i zależy od siebie (sui iuris), żona

może wypowiedzieć stosowną formułkę i odchodzi od męża. O ile dawniej bezpłodność była

wstydliwym brakiem rzymskiej matrony, obecnie Rzymianki nie chcą rodzić dzieci, gdyż wiąże

się to z kłopotami, ryzykiem dla zdrowia, a z pewnością dla ładnej figury.

 

Rodzina rzymska, zwłaszcza wśród wyższych warstw społeczeństwa, cechuje się więc

obecnie nietrwałością i bezdzietnością. Na próżno August starał się powstrzymać jej rozkład.

Samodzielność ekonomiczna wolnych kobiet, ich równouprawnienie i rosnące aspiracje

do czerpania z życia tych samych uciech co mężczyźni, podsycane popularnymi poezjami

Tibullusa, Propertiusa czy zwłaszcza frywolnością Ovidiusa, a także łatwość uzyskiwania

rozwodu – wszystko to skłania Rzymianki do traktowania małżeńskiej wierności z pogardliwą

wyższością. Jest to jednak ich reakcja na to, w jaki sposób do małżeństwa podchodzą

Rzymianie. Nawet starający się o podtrzymanie instytucji rodziny August tłumaczył istotę

małżeństwa w dość wątpliwy sposób: „Gdybyśmy mogli przetrwać bez żon, obywatele Rzymu,

wszyscy obylibyśmy się bez tego kłopotu; skoro jednak natura zarządziła, że nie możemy sobie

z nimi radzić ani nie możemy żyć bez nich, musimy postawić nasze przetrwanie ponad nasze

tymczasowe przyjemności”26.

 

Rzymskie małżeństwo nie ma więc właściwie sankcji moralnej, a jedynie prawną. Augustowe

prawo lex Iulia de adulteris sprzed 36 lat uczyniło z cudzołóstwa przestępstwo publiczne,

nakazując mężowi rozwieść się z kobietą schwytaną na tym przestępstwie, gdyż w przeciwnym

wypadku może być uznany za stręczyciela. Za cudzołóstwo uznawany jest wedle tego prawa

każdy pozamałżeński stosunek żony. Podobne stosunki męża nie są uznawane za przestępstwo,

chyba że dotyczą współżycia mężczyzny z kobietą zamężną.

 

Być może więc Vistilla nieco przesadziła, zgłaszając się do edylów jako publiczna nierządnica.

Być może też jej mężowi ujdzie na sucho to, że nie zgłosił jej cudzołóstwa w odpowiednim

terminie, ale czyż same sankcje karne mogą powstrzymać upadek obyczaju?27

 

 

 

 

RECENZJE:

Świat Chrystusa; Andrzej Grajewski, „Gość Niedzielny”

Książka ma strukturę złożoną. Warstwę pierwszą tworzą szkice, przekazujące podstawowe informacje o danym okresie historycznym czy wydarzeniu. Drugą warstwę tej opowieści można nazwać reportażem. Autor prowadzi nas w różne miejsca, używając czasu teraźniejszego, opowiadając o tym, co właśnie się wydarzyło. Przyjmuje przy tym założenie, że jego narrator zna wprawdzie przeszłość, ale nie zna przyszłości, a więc opowiada jedynie o tym, czego sam jest świadkiem bądź o czym dowiedział się z różnych źródeł. Trzecią warstwę książki stanowią niewielkie szkice filozoficzne, poświęcone rozważaniom o sztuce życia w danej epoce, hierarchii wartości, które wówczas dominowały, czy religii.

Świat Chrystusa; www.polskieradio.pl

W swojej książce prof. Wojciech Roszkowski przedstawił wydarzenia rozgrywające się od 7 r. p.n.e. do 30 r. n.e., a więc w okresie, w którym żył Jezus Chrystus. Czytelnik ma możliwość zapoznania się z tym, co działo się m.in. w ówczesnym Egipcie, Germanii, Chinach, ale przede wszystkim w Imperium Rzymskim. – Moją ambicją było to, by pokazać dobrą nowinę Chrystusa na tle panoramy ówczesnego świata. Chciałem, by czytelnik mógł zrozumieć, jak niezwykłym zjawiskiem były jego życie, nauczanie, śmierć i zmartwychwstanie – powiedział prof. Wojciech Roszkowski.

Świat Chrystusa; PAP

Prof. Wojciech Roszkowski: (…) Myśl o napisaniu książki o początkach chrześcijaństwa kiełkowała we mnie już pod koniec lat sześćdziesiątych. Zbierałem materiały i opracowania na temat epoki, które z czasem stały się częścią mojego księgozbioru. Później chronologicznie układałem notatki. Pisanie rozpocząłem o wiele później. (…) Zderzenie wyobrażeń o tamtych czasach opartych na źródłach archeologicznych i pisanych z rzeczywistością opisaną w Ewangeliach nasunęło mi pomysł stworzenia panoramy historycznej tamtej epoki i odbycia swoistego spaceru po całym tamtym świecie.

Łukasz Ścisłowicz, histmag.org

(...) „Dzieło życia” Roszkowskiego, tworzone bez mała pół stulecia, z jego punktu widzenia jest zachętą do przyjrzenia się postaci Jezusa z Nazaretu. Jak średniowieczni scholastycy, Roszkowski, podpierając się autorytetem Karola Wojtyły, pozostaje na gruncie przekonania o zupełnej zgodności wiary z rozumem. Co więcej, punktem wyjścia refleksji naukowej jest dlań właśnie akt wiary, nie tylko religijnej. 6 rok p.n.e., wzorem wielu badaczy uznając za datę narodzin Chrystusa, Roszkowski opisuje jako realny, dziejowy przełom. Jak taka perspektywa wpływa na ujęcie tematu?

Warszawski historyk przyjmuje wyjątkową narrację. Rok po roku, cywilizacja po cywilizacji, kreśli szeroki, panoramiczny obraz starożytnego świata. Nie jest to jednak zwyczajna, sucha kronika wydarzeń. Zadziwiająco lekkie pióro umożliwia Roszkowskiemu pisanie w klarowny sposób o religii, filozofii, polityce, instytucjach społecznych i ekonomicznych. Zaczyna od przestrzeni, zabierając czytelnika w podróż, której początkiem są scytyjskie stepy, przystankiem – Chiny i Ameryka, destynacją docelową – świat śródziemnomorski.

Autor analizuje instytucje zbiorowego życia w różnych państwach i kulturach. Więcej miejsca poświęca, co nietrudno zrozumieć, Rzymianom, Żydom i Grekom aniżeli dynastiom Hanów, Satavahana czy Arsakidów. Cieszy łacińska pisownia imion i nazwisk Rzymian – bohaterów opowieści. Roszkowski wpisuje się w znajdującą coraz większe uznanie praktykę. Nie każdy jednak zrazu odnotuje, że Gaius Claudius Drusus Ceasar Germanicus to właśnie Germanik, sławny syn Druzusa Starszego i Antonii Młodszej. Na tym tle - dodajmy jednak - brakuje słowniczka imion. Podobną bolączką pozostaje brak indeksu osób i nazw geograficznych. Być może wydawca powinien rozważyć wzbogacenie o te dodatki trzeciego tomu „Świata Chrystusa”?

Niezwykle interesującym zabiegiem jest prowadzenie narracji w czasie teraźniejszym. Autor prowadzi swoiste „sprawozdanie” z różnych części świata, z perspektywy ówczesnego człowieka. Czyni to jednak na podstawie dzisiejszej wiedzy. W podobny sposób podawane są daty. Tak np., kiedy autorski wywód dotyczy 7 roku p.n.e., dowiadujemy się, że „przed pięciu laty” August przyjął godność pontifex maximus, a „około dwustu lat temu” Szy Huang-ti zunifikował Walczące Królestwa.

Przenosząc narrację w tak odległe od siebie geograficznie i kulturowo miejsca, jak Półwysep Indyjski, Erytrea czy Germania, autor zdradza olbrzymią erudycję i solidne przygotowanie merytoryczne, pozwalające w ogóle podjąć się wyznaczonego zadania. Jak autorska koncepcja opowiadania o bogactwie ludzi, kultur i idei starożytnego świata wpływa na odbiór książki? Z pewnością nie przypadnie ona do gustu każdemu. Autor obszernie pisze o rządach i śmierci Heroda Wielkiego, zrazu przechodząc do wtrącenia, niejako mimochodem, informacji o trzeciej już wypłacie nagród dla rzymskich weteranów, by następnie znowu wyruszyć w podróż do Państwa Środka, a kilka stron dalej pisać o gimnazjonie w Priene.

Taka narracja może sprawiać wrażenie poszatkowanej. Częste zmiany tematu, determinowane przyjętym porządkiem pracy, rodzą pytanie, jak książkę Roszkowskiego czytać. Chronologicznie czy tematycznie? Po dokonaniu niezbędnej hierarchizacji gigantycznego materiału, Roszkowski bardzo szczegółowo opisuje wydarzenia w Palestynie, kosztem czego wzmianki o państwie Joseon w Korei, Kuszanach czy Meitei stają się przerywnikami, zbędnymi, im bardziej przypominają krótkie notki rodem z internetowych encyklopedii.

Olbrzymi zakres tematyczny rodzi także ryzyko uproszczeń czy niespójności, łatwo dostrzegalnych oczami pasjonatów. W tym aspekcie pracy Roszkowskiego można zarzucić doprawdy niewiele. Widać, że autor przez lata pisania starał się pozostawać na bieżąco z literaturą przedmiotu. W tak obszernym dziele niemożliwa jest wszakże stuprocentowa, materialna i formalna precyzja. Przykładem niech będzie wzmianka ze strony 32. Autor zaznacza, że tuż po upadku rządów Lucjusza Tarkwiniusza Pysznego władzę w Rzymie sprawowali wybieralni urzędnicy, zwani pretorami, dopiero od czasów leges Liciniae Sextiae nazywani konsulami. Odbiorca bez przygotowania mógłby przez to ulec sugestii, że w późniejszym okresie republiki pretura jako odrębny urząd nie istniała. Stosowniej byłoby posłużyć się terminem praetores consules (pretorzy konsularni), zaznaczając, od kiedy można mówić o pretorze miejskim, którego otaczało już tylko sześciu liktorów.

W krótkim opisie wojen machabejskich autor przyjmuje starą perspektywę, ujmującą działania Antiocha IV Epifanesa jako dążenie do wprowadzenia „jednolitej wiary greckiej” w całym państwie Seleukidów (s. 56). Roszkowski jest tu zupełnie zgodny z tradycją, wyrażaną w Księgach Machabejskich. Coraz częściej badacze wskazują wszakże na brak podstaw tej tradycji i wewnętrzny w istocie wymiar konfliktu kulturowego w ówczesnej Jerozolimie: sporu pomiędzy tradycjonalistami a hellenistami, w którym polityka Antiocha odgrywała raczej rolę katalizatora. Wartościowanie źródeł biblijnych jako najbardziej wiarygodnych pozostaje zresztą wyznacznikiem rozważań Roszkowskiego.

Swoją opowieść kończy autor na 4 roku n.e. Trudno miarodajnie ocenić pracę, która pozostaje zaledwie początkiem większej całości. Jasność i przejrzystość wywodu sprawiają, że „Świat Chrystusa” to świetny początek własnych poszukiwań. Autor unika natarczywego występowania z własnymi przekonaniami i budowania narracji z ich perspektywy. Mimo iż praca ma jasno wskazany cel, który Roszkowski już w przedmowie deklaruje, pierwszy tom zaplanowanej trylogii nie ma w sobie nic z religijnej agitki, o jaką bez trudu Roszkowskiego oskarżą niektórzy, nie zadawszy sobie trudu przeczytania.

Warto po tę książkę sięgnąć także po to, by zobaczyć, jak dziejowy przełom początków chrześcijaństwa, fakt pozostający w domenie wiedzy, nie zaś – wiary, rozumie wierzący i wykształcony człowiek. Wiedza autora, przekazania na ponad 400 stronach z ponad setką ilustracji, inspiruje do sięgnięcia po drugi tom.

(CC BY-SA 3.0)

Świat Chrystusa; Andrzej Grajewski, „Gość Niedzielny”

Książka ma strukturę złożoną. Warstwę pierwszą tworzą szkice, przekazujące podstawowe informacje o danym okresie historycznym czy wydarzeniu. Drugą warstwę tej opowieści można nazwać reportażem. Autor prowadzi nas w różne miejsca, używając czasu teraźniejszego, opowiadając o tym, co właśnie się wydarzyło. Przyjmuje przy tym założenie, że jego narrator zna wprawdzie przeszłość, ale nie zna przyszłości, a więc opowiada jedynie o tym, czego sam jest świadkiem bądź o czym dowiedział się z różnych źródeł. Trzecią warstwę książki stanowią niewielkie szkice filozoficzne, poświęcone rozważaniom o sztuce życia w danej epoce, hierarchii wartości, które wówczas dominowały, czy religii.

Świat Chrystusa; www.polskieradio.pl

W swojej książce prof. Wojciech Roszkowski przedstawił wydarzenia rozgrywające się od 7 r. p.n.e. do 30 r. n.e., a więc w okresie, w którym żył Jezus Chrystus. Czytelnik ma możliwość zapoznania się z tym, co działo się m.in. w ówczesnym Egipcie, Germanii, Chinach, ale przede wszystkim w Imperium Rzymskim. – Moją ambicją było to, by pokazać dobrą nowinę Chrystusa na tle panoramy ówczesnego świata. Chciałem, by czytelnik mógł zrozumieć, jak niezwykłym zjawiskiem były jego życie, nauczanie, śmierć i zmartwychwstanie – powiedział prof. Wojciech Roszkowski.

Świat Chrystusa; PAP

Prof. Wojciech Roszkowski: (…) Myśl o napisaniu książki o początkach chrześcijaństwa kiełkowała we mnie już pod koniec lat sześćdziesiątych. Zbierałem materiały i opracowania na temat epoki, które z czasem stały się częścią mojego księgozbioru. Później chronologicznie układałem notatki. Pisanie rozpocząłem o wiele później. (…) Zderzenie wyobrażeń o tamtych czasach opartych na źródłach archeologicznych i pisanych z rzeczywistością opisaną w Ewangeliach nasunęło mi pomysł stworzenia panoramy historycznej tamtej epoki i odbycia swoistego spaceru po całym tamtym świecie.

Łukasz Ścisłowicz, histmag.org

(...) „Dzieło życia” Roszkowskiego, tworzone bez mała pół stulecia, z jego punktu widzenia jest zachętą do przyjrzenia się postaci Jezusa z Nazaretu. Jak średniowieczni scholastycy, Roszkowski, podpierając się autorytetem Karola Wojtyły, pozostaje na gruncie przekonania o zupełnej zgodności wiary z rozumem. Co więcej, punktem wyjścia refleksji naukowej jest dlań właśnie akt wiary, nie tylko religijnej. 6 rok p.n.e., wzorem wielu badaczy uznając za datę narodzin Chrystusa, Roszkowski opisuje jako realny, dziejowy przełom. Jak taka perspektywa wpływa na ujęcie tematu?

Warszawski historyk przyjmuje wyjątkową narrację. Rok po roku, cywilizacja po cywilizacji, kreśli szeroki, panoramiczny obraz starożytnego świata. Nie jest to jednak zwyczajna, sucha kronika wydarzeń. Zadziwiająco lekkie pióro umożliwia Roszkowskiemu pisanie w klarowny sposób o religii, filozofii, polityce, instytucjach społecznych i ekonomicznych. Zaczyna od przestrzeni, zabierając czytelnika w podróż, której początkiem są scytyjskie stepy, przystankiem – Chiny i Ameryka, destynacją docelową – świat śródziemnomorski.

Autor analizuje instytucje zbiorowego życia w różnych państwach i kulturach. Więcej miejsca poświęca, co nietrudno zrozumieć, Rzymianom, Żydom i Grekom aniżeli dynastiom Hanów, Satavahana czy Arsakidów. Cieszy łacińska pisownia imion i nazwisk Rzymian – bohaterów opowieści. Roszkowski wpisuje się w znajdującą coraz większe uznanie praktykę. Nie każdy jednak zrazu odnotuje, że Gaius Claudius Drusus Ceasar Germanicus to właśnie Germanik, sławny syn Druzusa Starszego i Antonii Młodszej. Na tym tle - dodajmy jednak - brakuje słowniczka imion. Podobną bolączką pozostaje brak indeksu osób i nazw geograficznych. Być może wydawca powinien rozważyć wzbogacenie o te dodatki trzeciego tomu „Świata Chrystusa”?

Niezwykle interesującym zabiegiem jest prowadzenie narracji w czasie teraźniejszym. Autor prowadzi swoiste „sprawozdanie” z różnych części świata, z perspektywy ówczesnego człowieka. Czyni to jednak na podstawie dzisiejszej wiedzy. W podobny sposób podawane są daty. Tak np., kiedy autorski wywód dotyczy 7 roku p.n.e., dowiadujemy się, że „przed pięciu laty” August przyjął godność pontifex maximus, a „około dwustu lat temu” Szy Huang-ti zunifikował Walczące Królestwa.

Przenosząc narrację w tak odległe od siebie geograficznie i kulturowo miejsca, jak Półwysep Indyjski, Erytrea czy Germania, autor zdradza olbrzymią erudycję i solidne przygotowanie merytoryczne, pozwalające w ogóle podjąć się wyznaczonego zadania. Jak autorska koncepcja opowiadania o bogactwie ludzi, kultur i idei starożytnego świata wpływa na odbiór książki? Z pewnością nie przypadnie ona do gustu każdemu. Autor obszernie pisze o rządach i śmierci Heroda Wielkiego, zrazu przechodząc do wtrącenia, niejako mimochodem, informacji o trzeciej już wypłacie nagród dla rzymskich weteranów, by następnie znowu wyruszyć w podróż do Państwa Środka, a kilka stron dalej pisać o gimnazjonie w Priene.

Taka narracja może sprawiać wrażenie poszatkowanej. Częste zmiany tematu, determinowane przyjętym porządkiem pracy, rodzą pytanie, jak książkę Roszkowskiego czytać. Chronologicznie czy tematycznie? Po dokonaniu niezbędnej hierarchizacji gigantycznego materiału, Roszkowski bardzo szczegółowo opisuje wydarzenia w Palestynie, kosztem czego wzmianki o państwie Joseon w Korei, Kuszanach czy Meitei stają się przerywnikami, zbędnymi, im bardziej przypominają krótkie notki rodem z internetowych encyklopedii.

Olbrzymi zakres tematyczny rodzi także ryzyko uproszczeń czy niespójności, łatwo dostrzegalnych oczami pasjonatów. W tym aspekcie pracy Roszkowskiego można zarzucić doprawdy niewiele. Widać, że autor przez lata pisania starał się pozostawać na bieżąco z literaturą przedmiotu. W tak obszernym dziele niemożliwa jest wszakże stuprocentowa, materialna i formalna precyzja. Przykładem niech będzie wzmianka ze strony 32. Autor zaznacza, że tuż po upadku rządów Lucjusza Tarkwiniusza Pysznego władzę w Rzymie sprawowali wybieralni urzędnicy, zwani pretorami, dopiero od czasów leges Liciniae Sextiae nazywani konsulami. Odbiorca bez przygotowania mógłby przez to ulec sugestii, że w późniejszym okresie republiki pretura jako odrębny urząd nie istniała. Stosowniej byłoby posłużyć się terminem praetores consules (pretorzy konsularni), zaznaczając, od kiedy można mówić o pretorze miejskim, którego otaczało już tylko sześciu liktorów.

W krótkim opisie wojen machabejskich autor przyjmuje starą perspektywę, ujmującą działania Antiocha IV Epifanesa jako dążenie do wprowadzenia „jednolitej wiary greckiej” w całym państwie Seleukidów (s. 56). Roszkowski jest tu zupełnie zgodny z tradycją, wyrażaną w Księgach Machabejskich. Coraz częściej badacze wskazują wszakże na brak podstaw tej tradycji i wewnętrzny w istocie wymiar konfliktu kulturowego w ówczesnej Jerozolimie: sporu pomiędzy tradycjonalistami a hellenistami, w którym polityka Antiocha odgrywała raczej rolę katalizatora. Wartościowanie źródeł biblijnych jako najbardziej wiarygodnych pozostaje zresztą wyznacznikiem rozważań Roszkowskiego.

Swoją opowieść kończy autor na 4 roku n.e. Trudno miarodajnie ocenić pracę, która pozostaje zaledwie początkiem większej całości. Jasność i przejrzystość wywodu sprawiają, że „Świat Chrystusa” to świetny początek własnych poszukiwań. Autor unika natarczywego występowania z własnymi przekonaniami i budowania narracji z ich perspektywy. Mimo iż praca ma jasno wskazany cel, który Roszkowski już w przedmowie deklaruje, pierwszy tom zaplanowanej trylogii nie ma w sobie nic z religijnej agitki, o jaką bez trudu Roszkowskiego oskarżą niektórzy, nie zadawszy sobie trudu przeczytania.

Warto po tę książkę sięgnąć także po to, by zobaczyć, jak dziejowy przełom początków chrześcijaństwa, fakt pozostający w domenie wiedzy, nie zaś – wiary, rozumie wierzący i wykształcony człowiek. Wiedza autora, przekazania na ponad 400 stronach z ponad setką ilustracji, inspiruje do sięgnięcia po drugi tom.

(CC BY-SA 3.0)

Parametry techniczne:
Data i miejsce wydania:
2017
Format:
195 x 240 mm
Oprawa:
twarda
Liczba stron:
456
ISBN:
Niepowtarzalny dziesięciocyfrowy, a od 01.01.2007 13-cyfrowy identyfikator książki
978-83-7553-224-1
Polecamy
Opinie użytkowników
Zapytaj o produkt:

Jeżeli powyższy opis jest dla Ciebie niewystarczający, prześlij nam swoje pytanie odnośnie tego produktu. Postaramy się odpowiedzieć tak szybko jak tylko będzie to możliwe.

E-mail:
To pole jest wymagane do złożenia zamówienia.
Pytanie:
To pole jest wymagane do złożenia zamówienia.
pola oznaczone - To pole jest wymagane do złożenia zamówienia. - są wymagane
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel